Ech, dużo tych filmów jak na jeden raz (no prawie jeden). Wszystko Co Kocham, Holmes i Avatar. W zasadzie to każdemu z osobna należałaby się recenzja. No i Zafonowi za Marinę również. Ale może nie wszystko od razu. Wszystko Co Kocham to w zasadzie bardzo mi bliska epoka i bliski temat, ale właśnie temat chyba przemówił, bądź przemówi do wszystkich a przynajmniej do dużej większości. No może oprócz faceta, który siedział obok mnie i na widok przemawiającego Jaruzelskiego stwierdził: "O, to mój szef"... Holmes... Każde nowe wcielenie jednego z bohaterów mojego dzieciństwa witam z obawami ale i sympatią. Tym razem plus dla Roberta Downey'a Jr a niewielki minus dla scenarzystów. Avatar... oglądając cisnęło mi się na usta nieodparcie jedno zdanie: Amerykanie to debile, i chodzi tu o treść, nie o sam film. Robi wrażenie w każdym razie. Marina... Zafon... Lepiej niż rok temu, brdzo odważnie i szkoda, że tak mało. Na więcej dzisiaj nie mam siły. Może w następnych dniach da radę każdemu filmowi/książce poświęcić po większym kawalku notki, a może i po jednej.